Przez prawie całe życie unikałem biegania.

Przez większość lat szkolnych miałem zwolnienie z WFu.

25 lat temu próbowałem kilka razy się przebiec nad Renem, byłem wtedy azylantem w Wursburgu, by mieć jakąś kondycję, ale niewiele z tego wyszło, nie złapałem wtedy bakcyla.

Pod koniec  czerwca 2013 podczas treningów NW okazało się, że nie bardzo nordic nadaje się do pokonywania stromych zbiegów....?

Zadziałała fizyka i 

nogi zaczęły mnie same znosić w dół i siłą grawitacji zacząłem turlać się po zboczach.

Dobiegając do bardziej płaskich odcinków okazało się że nogi mnie same dalej niosą, 

to poddałem sie temu jak Forrest Gump,

no i biegłem wiatr na twarzy, i to poczucie wspaniałej wolności, niezależności, wyzwolenia, czysta nieposkromiona radość.

Wyhamowuje mnie ból i brak tlenu w płucach

 

myślę , że treningi zrobią swoje i będzie coraz lepiej 

Ostatnio złapałem w necie taki film i jest to chyba metoda na moje bieganie.

Cliff Young - stał sie moim idolem i inspiracją.

 

taki sposób biegania uchodzi za najbardzij oszczędny dla stawów i całego systemu mięśniowo szkieletowego, dodatkowo pozwala na bieganie bardzo długich odcinków

 

No ale jego wadą jest niska prędkość, ale mi nie o to chodzi :) sprinterem już nie będę.

designed by mywebzz.com 

z kijami

marszozbieg